sobota, 20 kwietnia 2013

Tiva cz. 5.

A/N: Cieszę się bardzo, że udało mi sie trzymać was w napięciu i teraz też potrzymam z niektórymi sprawami :D Mój Podjudzaczu może Ci się kilka elementów nie spodobać, ale nikt nie jest bezpieczny w mych opowiadaniach :D To wiesz, bo sama robisz to samo :P Mam nadzieje, że się spodoba. I fakt, że będzie trochę dłużej ;) Zatem miłego :)
Ah, 'NTK' - 'Need to know', IA - Internal Affairs czyli Wewnętrzni i DoD - Departament Obrony.  

** Chandni **





 Ziva otworzyła oczy, kiedy dotarło do niej, że wciąż żyje. Wtedy też dotarł do niej krzyk Tony’ego. Zobaczyła jak jest zatrzymywany przez saperów, którzy podeszli do nich. Czuła ogromną ulgę, gdy rozwiązano ją i zaczęto wyprowadzać z hangaru, podczas gdy Susan czekała na rozbrojenie bomby. Kiedy już wyszła, została odeskortowana do pobliskiego ambulansu, gdzie czekali sanitariusze by ja zbadać i zdenerwowany Tony. Nim pozwoliła sanitariuszom zbadać siebie, pozwoliła Tony’emu wziąć ja w ramiona i mocno przytulić. Czuła łzy radości i ulgi spływające po jej policzkach.
 - Już wszystko dobrze, kochanie – szeptał, zapewniając ją Tony. Kiedy w końcu pozwolili by lekarze się nią zajęli, musiała odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań: gdzie została uderzona, czy dobrze się czuje, jak dziecko?
Na szczęście miała tylko kilka zadrapań i siniaków. Rozcięta warga sama miała się zrosnąć, została tylko przemyta. Lekarz zalecił odpoczynek i jeśli tylko źle się poczuje ma od razu przyjeżdżać do szpitala. Tony wziął ją pod rękę i zaprowadził do ich samochodu, gdzie czekał już Gibbs i McGee.
 - Jak się czujesz? – zapytał Gibbs, przytulając i całując ją w czoło.
 - Żyjemy – zaśmiała się nerwowo – Jak nas znaleźliście? – zapytała zaciekawiona – Pewnie Alex wam doniósł. Musiałam Gibbs – zaznaczyła ostro. Wiedziała, że zostanie pouczona i pewnie teraz to już ją w teren nie puszczą.
 - Ziva, Alex miał wypadek – przekazał jej Gibbs szorstkim tonem. Ziva musiała się przytrzymać Tony’ego, gdy dotarła do niej ta wiadomość.
 - Martin chciał pozbyć się was by nie wyszło na jaw powiązanie z nim. Tylko wasza dwójka widziała go w tym domu – poinformował Mcgee.
Kiedy się przyjrzała im, widziała zmęczenie malujące się na ich twarzach.
 - Wicedyrektor działu szkoleniowego FBI, Syriusz Whitening, poinformował nas gdzie jesteście. Alex jeszcze przed wypadkiem zadzwonił do Cartera i powiedział mu o Martinie - wyjaśnił spokojnie Gibbs, chociaż Ziva wiedziała, że kotłują się w nich wszystkich emocje. Ziva pragnęła wrócić do domu, wziąć ciepły prysznic, zjeść cos dobrego i wtulona w Tony’ego pójść spać. Ale wiedziała najpierw, że musi napisać raport. Chciał też wiedzieć czy złapali Martina i jego ludzi oraz co z ojczymem, który niewątpliwie był Wojskowym Bombiarzem sprzed piętnastu lat. Chciała też wiedzieć kto widział nagranie, które było transmitowane i w jakim stanie jest Alex. A przede wszystkim…
Ziva zaczęła się rozglądać za koleżanką, ale nigdzie nie mogła jej dostrzec. FBI i NCIS zabezpieczyli teren, a karetki już odjechały. Powoli i pozostali agenci wracali do swoich siedzib, ale nigdzie nie dostrzegła Susan.
 - Kogo szukasz? – zapytał Mcgee, widząc jej determinacje.
 - Susan – odparła.
 - Widziałem jak rozmawiają z nią sanitariusze a potem zabrał ją jakiś blondyn – odparł McGee.  
 - My też powinniśmy już jechać stąd – zaproponował Gibbs, na co wszyscy tylko przytaknęli głowami.
***

Ziva siedziała za swoim biurkiem w ich przestrzeni biurowej z kubkiem dobrej, gorącej herbaty. Przed chwilą została wyściskana przez dwie szalone laborantki. Ianto, Carter i Samatha również przyszli na chwilę by powiedzieć jak bardzo cieszą się z jej powrotu. Sam i Carlisle szybko ulotnili się by pojechać do Alexa do Bethesdy. Jego stan ponoć był krytyczny. Ziva miała nadzieję, że jednak kolega wyjdzie z tego i miała w planach odwiedzenie go jutro w szpitalu. Ianto natomiast miał spotkanie z wicedyrektorem Whiteningiem.
 - Coś niedobrego się tam dzieje – usłyszała od Tima.
 - To znaczy? – dopytywała Ziva.
 - Wicedyrektor Whitening pracuje w dziale szkoleniowym ale i jednocześnie nadzoruje jakiś tajny rządowy projekt. Jak zwykle ‘NTK’ – rzucił sarkastycznie Tony, który siedział za swoim biurkiem.
 - Wewnętrzni sprawdzają ich. Nie podoba im się to jak pracują i w jaki sposób wykonują zadania – wyjaśnił McGee – Fornell nawet nie jest zadowolony z tego. Mówi, ze nie jest fanem Whiteninga, ale koleś solidnie wykonuje swoje obowiązki i agencja nie miała nic, aż do teraz.
 - Jest tam taka babka wścibska, wredna i perfidna – zaczął Tony, a na jego twarzy malowała się odraza – Mówią, że niezła laska ale… Uczepiła się jak rzep psiej dupy. Usilnie chce czegoś się doszukać. Ponoć jest jak Terminator. I koniecznie chce poznać tożsamości hakerów Icarusa i wszystkich współpracujących z tym projektem.
 - Icarus? – zdziwiła się Ziva.
 - To właśnie ‘NTK’ – wyjaśnił Tim, który również nie pochlebiał poczynań Pani Terminator, jak ja z Tony’m nazwali – Ponoć Terminator ma poparcie DoD też. Fornellowi to się nie podoba i nie tylko jemu. Chyba urządzają jakieś polowanie na czarownice.
 - Co to ma wspólnego z tą sprawą? – zapytała zaciekawiona David. Jednocześnie czuła niepokój. Nie podobało jej się to, co opowiadali Tim i Tony, chociaż nie powinien obchodzić ją los jakiejś tajnej jednostki rządowej. Ale sami przechodzili przez podejrzenia IA i DoD, więc machinalnie współczuła.
 - Wszystko – odparł Gibbs, który pojawił się w ich przestrzeni.
 - Oglądaliśmy transmisję – zaczął Tony – Susan wspominała ci o Syriuszu.
Dopiero teraz Ziva uświadomiła sobie, że faktycznie była mowa o przyjacielu męża Susan, który miał na imię Syriusz i pracował dla FBI, ale wtedy Ziva nie połączyła tych wątków.
 - Terminator nie podoba się, że Icarus samodzielnie wybiera sprawy, którymi się zajmuje i pomaga różnym agencjom, a nie ma narzucanych odgórnie misji – dopowiadał Tim.
 - Susan Carter jest żoną Nathana Cartera – oznajmił Tony.
 - To wiem – wtrąciła Ziva.
 - Doktor Carter pracuje dla Icarusa – wyjaśnił znacząco Gibbs.
Ziva podświadomie zadrżała. Wszystko zaczynało układać się w jedną całość, ale do tego dochodziła pewna obawa – kobieca obawa. Problemy, z którymi mogą sobie nie poradzić…
 - Terminator będzie chciała cię przesłuchać. To samo chce zrobić z resztą naszego zespołu i Cartera.
 - Ale jak nas odnaleźliście? – to pytanie nie dawało spokoju Zivie. Skoro Alex był w krytycznym stanie. Czy wcześniej dopadli Martina i jego dresiarzy? Czy któryś z nich podał ich lokalizację?
 - Martin i jego ludzie nie sypnęli gdzie was umieścili – warknął zły Tony. Ziva wiedziała, że ma ochotę przyłożyć temu kolesiowi. Jego spojrzenie mówiło samo za siebie.
 - Patrixon zmarł na zawał, gdy wtargnęliśmy do domu. Znaleźliśmy auto, którym Marin staranował sedana Alex’a oraz furgon i dresiarzy – opowiadał Tim.
 - Martin i jego ludzie bekną za zabicie trójki ludzi oraz porwanie agentki federalnej i osoby cywilnej – rzucił Gibbs znad monitora.
 - Ludzie Icarusa oraz osoby współpracujące noszą zegarki sportowe G-shock. Różne wersje. W nich w instalowany jest nadajnik GPS – wyjaśnił McGee – Genialne cudeńka.
 - Kto widział… nagranie? – zapytała nagle.
 - Nasz i Cartera zespół oraz Dyrektor i SecNav. Nie wiem nic o ludziach z Icarusa, ale zapewne również. Ich człowiek pomaga postawić nasz system – odparł Gibbs spoglądając na McGee.
 - Ci hakerzy z Icarusa są rewelacyjni – Ziva ewidentnie usłyszała podniecenie w głosie Tima – Eddie, Modo i Widmo to legendy w tym zawodzie. Nikt nie zna ich tożsamości. Są mistrzami. Ktoś próbował się kiedyś zmierzyć i dostać do komputera Modo. To jak próba dostania się do Fort Knox. Ma tyle zabezpieczeń, a kiedy myślisz, że już ci się udało to jesteś w błędzie, bo twój komputer zostaje zarażony wirusem i spenetrowany przez przeciwnika – opowiadał podjadany McGee – Wiem, że Eddie do niedawna pracował dla Interpolu. Modo ponoć współpracował z brytyjskim wywiadem, ale nie wiem ile w tym prawdy. Natomiast Widmo od lat jest związany z FBI. Ta trójka razem… wow…
 - Się podjadałeś McJaraczu – zadrwił Tony.
 - Jak skończyliście to uciekajcie do domów – polecił nagle Gibbs – Nie wiadomo kiedy nas wezwą na przesłuchania.

***

Kiedy dojechali do jej mieszkania od razu poszła pod prysznic. W między czasie Tony miał przygotować naleśniki na słodko. Ziva potrzebowała podnieść sobie poziom cukru po takich przeżyciach. Kiedy wróciła do salonu, wykapana, odświeżona i ubrana w pidżamę i otulona w ulubiony szlafrok, poczuła się lepiej a przede wszystkim bezpiecznie. Tony przygotował jej naleśniki z bananami i polewą truskawkową oraz z czekoladą i polewą pomarańczową. Do tego sok żurawinowy. Ziva usiadła na kanapie i wzięła talerz pełny jedzenia.
 - Strasznie się bałam – powiedziała, bawiąc się widelcem. Wzięła jeden kęs i powoli, delektując się, jadła.
 - Ja też… my, wszyscy też – zapewnił ja Tony, który usiadł na przeciwległym końcu kanapy.
 - Rozmowa z Susan dała mi wiele do myślenia – przyznała spoglądając niepewnie na Tony’ego.
 - Sprzedajmy nasze mieszkania i po prostu kupmy dom – zaproponował Tony – tak będzie łatwiej. Nie będziemy decydować u którego zamieszkać. Poza tym nasze apartamenty raczej nie są przystosowane dla rodziny dzietnej – zaśmiał się lekko.
 - Masz racje – przyznała zgodnie – A praca?
 - Najpierw jedno weźmie urlop a potem drugie. Jeśli się zgodzisz, ojciec na pewno pomoże. Zrekompensuje się za to, że nie był dla mnie idealnym ojcem – zapewnił Tony masując jej nogi – Zobaczymy, co zaproponuje Dyrektor i gdzie cie przydzieli, lub mnie – dodał szybko.
 - Nie chce odchodzić z zespołu… - westchnęła Ziva. Gdyby tylko była możliwość pozostania w zespole Gibbsa… Ale wiedziała, że takiej opcji nie było, nawet jeśli by bardzo się starali. A poza tym mieli nie normowany czas pracy, co musiało się dla jednego z nich zmienić.
 - Słyszałem, że Whitening i jego dział szkoleniowy wspiera rodziny agentów – zaczął niepewnie Tony – Nie mówię, że masz zaraz przejść do FBI, ale może u nas też jest dobrze w dziale szkoleniowym?
 - Zobaczymy – zepchnęła ten temat na boczny tor Ziva. Nie chciała teraz o tym rozmawiać. Może za jakiś czas, a poza tym to decyzja bardziej należała do ich Dyrektora, niż do niej samej.
 - Nie zazdroszczę im – wyznał Tony – Widziałem twoja i Ianto reakcje kiedy wspomniała Jugodina. Mi tylko kiedyś obiło się jego nazwisko o uszy.
 - Dobrze, że gryzie ziemię bo z Ianto byśmy zrobili z nim co trzeba – zaznaczyła bojowo, odkładając pusty talerz i biorąc szklankę z sokiem.
- Tim gadał z tym Eddiem całym… koleś był wściekły i pełen niepokoju o Susan. Powiedział też, że będzie zdruzgotana, gdy wróci i dowie się o śmierci ich przyjaciela. Ponoć doszło w Sudanie do niezłej rozróby, gdzie zginęło kilku wojskowych i agentów, w tym wysłannik Watykanu – opowiedział Tony, zmęczonym głosem.
 - Wysłannik Watykanu? – zdziwiła się Ziva. Co jakiś wysłannik kościoła katolickiego robił w Sudanie?
 - Mnie nie pytaj. Koleś nie wchodził w szczegóły ale informacja nawet w wiadomościach była – odparł Tony – A wracając… Na jaki kolor chcesz pokój?
 - Mogę odpocząć? – zapytała Ziva ziewając – Najpierw kupimy dom a nasze sprzedamy. Potem pomyślimy nad urządzeniem domu.
 - Wszystko po kolei – zgodził się Tony, przybliżając się i ją przytulając – Myślałem, że cię tam stracę – szepnął, całując jej czoło.
 - Bałam się, że już cię nie zobaczę… że nie urodzę naszego dziecka… - przyznała drżącym głosem Ziva – Gdyby nie Susan… gdybym była sama… nie wiem czy dałabym radę – westchnęła ciężko.
 - Poradzimy sobie – zapewnił ja Tony. A ona tak bardzo chciała wierzyć w jego słowa.
 - Kocham cię i nie żałuję – wyznała ponownie Ziva. Rzadko wyznawali sobie miłość. Ale w tej chwili kobieta miała przemożną potrzebę powiedzenia tego na głos.
 - Ja ciebie też kocham i nasze maleństwo – zapewnił i przytulił jeszcze mocniej.
Oboje nawet nie chcieli myśleć, co by było, gdyby Icarus znów nie interweniował w ich sprawie. Ci ludzie byli bardzo dobrze poinformowani oraz zorganizowani i Ziva wolała by IA wraz z Dod nie mieszali się i zostawili ich w spokoju. Ale cieszyła się z tego, że jak na razie jej i Tony’ego relacje zaczynały się chwilowo poprawiać i miała nadzieję, że tak pozostanie. Wiedziała, że rozmowa o uczuciach była dla nich niekomfortowa, ale Susan przekonała ją do tego, że warto.

***
Rankiem obudził ja telefon. Poczuła jak Tony obraca się na łóżku i odbiera natrętny telefon.
 - DiNozzo – usłyszała jak rzuca zaspanym głosem – Kiedy? – poczuła jak Tony podrywa się i siada gwałtownie na łóżku – Wyrazy współczucia Sam. Alex był świetnym agentem – na te słowa Ziva zerwała się i przerażona spojrzała na DiNozzo, który zakończył rozmowę.
 - Alex? – zapytała niepewnie.
 - Przykro mi… zmarł godzinę temu – oznajmił Tony przytulając ją – pamiętaj, że to nie twoja wina – zaznaczył szybko.
 - Jak to nie moja? – obruszyła się David, odrywając się od ukochanego – Ja go namówiłam na pojechanie do tego szaleńca…
 - Ale nie mogłaś przewidzieć, co się stanie – przerwał jej stanowczo Tony – Alex zginął na służbie i nie z twojej winy – zapewnił ja stanowczo.

Ubrali się i zjedli śniadanie w dziwnej ciszy. Oboje nie byli w nastrojach do rozmowy. Ziva chwyciła za swoją komórkę. Wczoraj nie zadzwoniła i nie dowiedziała się, co u Susan, zatem postanowiła uczynić to teraz. Wiedziała, że będzie mogła pogadać z nią o Alexie i Susan na pewno ją zrozumie. Niestety, nie spodziewała się usłyszeć kolejnych złych wieści.
 - Susan, co się dzieje? Płaczesz? – zapytała, gdy tylko usłyszała zapłakany głos drugiej kobiety.                  
 - W-wyjechał – wydukała łkając.
 - Jak…? Kto…? Nathan cię zostawił?! – nie potrafiła uwierzyć Ziva w to, co słyszała w tej chwili.
 - Zostawił list i wyjechał, kiedy spałam… – wyjaśniła krótko.  
 Ziva spojrzała na Tony’ego, który tylko chwycił kluczyki od samochodu.
 - Napisz mi sms’em adres, przyjedziemy – z tymi słowami rozłączyła się i spojrzała na DiNozzo. Nie tak to wszystko miało wyglądać…

czwartek, 18 kwietnia 2013

Tiva cz. 4

A/N: No jestem rewelacyjna i zbyt łaskawa bo już macie nowy rozdział :D A ja lubię tak trzymać was w napięciu :D Mi też bardzo tapetka się spodobała :D Lovatic - mam nadzieję,  że masz miękka podłogę :P Alexandertto - sama podjudzasz :P Miłego czytania ;) Chyba tylko rozdział lub dwa jeszcze przed nami :) Miłego czytania.

** Chandni **



Zostały wepchnięte do starego hangaru, gdzie już czekały na nie dwa krzesła. Ziva bacznie obserwowała otoczenie. Obie z Susan próbowały stawić opór, ale zakończyło się to tym, ze przystawiono broń Zivie do brzucha. Co to, to nie! Nie miała zamiaru narażać swojego dziecka. Chociaż i tak sytuacja wymknęła się spod kontroli i była dramatyczna. Związano im obu ręce i tak wyprowadzono z furgonu i wprowadzono do hangaru. Prowadziło je dwóch dresiarzy. Zapewne niezbyt inteligentki, ale za to ochoczy do przywalenia komuś i nadmiernego wymachiwania bronią. Kiedy zostały pchnięte na krzesła od razu zostały do nich przywiązane sznurami i jednocześnie przeszukane. Od razu został zabrany Zivie nóż. Susan nie miała przy sobie broni, tylko telefon komórkowy, który został zniszczony tak samo jak został zniszczony Zivy.

Z ich lewej strony, na statywie stała niewielka kamerka.
- Cudnie - westchnęła Ziva, przewracając oczyma i obserwując jak dresiarze oddalają się w stronę stolika, na którym stał laptop, który był przekaźnikiem.
- Witajcie w Bombowym Show - sarkazm i kpina - tak Susan broniła siebie przed popadnięciem w przerażenie.
Jeden z dresiarzy wziął komórkę i wykonał telefon, przekazując swojemu szefowi – zapewne Martinowi – że wykonali zadanie. Następnie krzyknęli do nich, że audycja pójdzie do ich szefa i do ‘Psów wojskowych’. Cudowna nazwa, zakpiła w myślach Ziva. Gdyby była tylko w stanie się uwolnić… Nagle jeden z dresiarzy wrócił się, uświadomiwszy sobie, że nie zostawili jednej rzeczy – bomby. Spojrzał na Zivę a potem na Susan i bez wahania przymontował drugiej kobiecie do ciała bombę i nastawił licznik.
 - Narka – uśmiechnął się wrednie i wybiegł z pomieszczenia, ryglując za sobą drzwi.
 - Szlag! – warknęła Ziva, próbując rozluźnić krępujące ją sznury. Widziała, że Susan robi to samo.
 - Nie puszczają. Trzeba to im przyznać – sarknęła Susan, rozglądając się po pomieszczeniu – Jak się czujesz?
 - Cudnie – zakpiła Ziva – tyle, że to ty masz na sobie bombę.
 - Ile czasu? – dopytywała Susan.
 - Pięćdziesiąt-osiem minut, szaleństwo – odparła Ziva.
 - Wiec… - zaczęła Susan. Ziva spojrzała na nią. Wiedziała, co zamierza Susan zrobić – zacząć rozmowę by rozproszyć je obie.
 - Sprawa dotyczy Wojskowego Bombiarza, który kiedyś był poddany praniu mózgu przez tajne laboratorium – skróciła historię Ziva. Nie mogła uwierzyć, że ponownie jakiś szaleniec próbował zniszczyć jej życie, tylko dlatego, że jego zostało zniszczone i to na dodatek nie z jej winy.
 - Jak ja ten motyw uwielbiam – syknęła cynicznie Susan – Tacy są najgorsi. Zaraz po szaleńcach-fanatykach, którzy chcą zawładnąć całym światem i podporządkować go sobie.
 - Oh, czyli masz doświadczenie w tym temacie – Ziva postanowiła pociągnąć koleżankę trochę za język skoro i tak maja zginąć. Miała kilka pytań przygotowanych i chciała je zadać na spacerze, ale skoro tu są to czemu nie.
 - Szaleńcy-fanatycy próbowali nam zniszczyć życie i prawie im się to udało – powiedziała Susan, lekko zmęczonym głosem.
 - Jako oficer Mossadu doświadczyłam wiele… od różnych złych osób – wyznała Ziva z goryczą w głosie.
 - Zdaję sobie z tego sprawę – zapewniła ja Susan – Nie było ci łatwo.
 - Będziemy wylewać teraz… - zaczęła z przekąsem Ziva, a Susan wpadła jej w słowo:
- Czemu by nie – wzruszyła ramionami – I tak nigdzie nie ruszymy się.
 - Nie lubię rozmawiać o sobie i swoich uczuciach – zaznaczyła stanowczo Ziva, chociaż od razu przypomniała sobie, że przecież zaledwie jeszcze dzisiejszego ranka niemal wyżalała się na ramieniu tej kobiety.
 - Mam już doświadczenie w rozmowach z takimi osobami jak ty, Zivo – zapewniła ją Susan.
 - Czym właściwie się zajmujesz? – zapytała zaciekawiona Ziva. Chciała poprzez to pytanie przejść do głównego odnośnie jej męża.
 - Jestem geologiem współpracującym z firmą UnitLine, która finansuje przedsięwzięcia naukowe na skale międzynarodową – wyjaśniła. Ziva zauważyła, że jak na geologa to całkiem jest opanowana w zaistniałej sytuacji.
 - Musiałam nauczyć się opanowania, zahartować się i umieć postawić na swoim – wyjaśniła, jakby rozszyfrowała myśli Zivy.
 - To było aż tak widoczne? – zdziwiła się agentka.
 - My kobiety mamy szósty zmysł, zapomniałaś? – zaśmiała się Susan, a Ziva wraz z nią. Musiała przyznać, że dziewczyna miała rację.
 - A twój mąż? – zapytała, a Susan szybko odpowiedziała:
 - Jest wykładowcą na Harvardzie – po tych słowach znacząco spojrzała na kamerę. Ziva zrozumiała, że więcej nie powie, ale przyjęła do wiadomości, że powinna zaufać. Miała nadzieję, że Susan ma jakiś plan, albo jej mąż. Przecież w parku został się jej ochroniarz. Dopiero teraz uświadomiła sobie Ziva, że Alex pewnie dotarł do pracy i wszystkich zawiadomił. Pewnie pojechali do Patrixona, a kiedy nie będą mogli się z nią skontaktować zaczną szukać. Chyba, że siedzą i oglądają przekaz, ale jak skoro system padł?
 - Mają hakera – szepnęła Ziva. Czyli była jeszcze jedna osoba.
 - Mięśniacy od brudnej roboty i dwa mózgi? – podążyła jej tokiem myślenia Susan. Ziva ucieszyła się, że obie tworzą tak zgrany duet.
 - Niezły z nas tandem – zażartowała na głos.
 - Gdyby nie okoliczności – westchnęła Susan – Macie już imię? – wypaliła nagle.
 - Jeszcze nie… widziałaś jaka byłam na niego zła – westchnęła Ziva i teraz zakpiła sama z siebie. Człowiek nigdy nie wie, co go może spotkać i nie powinien zostawiać pewnych spraw na później.
 - Syriusz zawsze powtarza, że było mu lepiej gdy nas nie znał – zaśmiała się na wspomnienie Susan.
 - Syriusz? – podłapała Ziva. Chciała wyciągnąć od dziewczyny jak najwięcej.
 - Przyjaciel Nathana. Znają się od dziesięciu lat – powiedziała na głos, a ruchami warg bezgłośnie powiedziała: FBI.
 - Kiedy pozwalasz komuś się zbliżyć to zawsze podwójnie boli – zauważyła Ziva.         
 - Zawsze boli, ale nie możemy przejść przez życie nie kochając, nie troszcząc się o innych bo taki nie jest sens naszego istnienia – stwierdziła Susan – Wszyscy, gdy nas widzą a nie znają naszej historii zazdroszczą nam tego szczęścia i miłości. Uważają, że jesteśmy parą, której nic nie może zaszkodzić i się mylą.
 - Dlaczego? – zdziwiła się Ziva.
 - Nate unika mnie od momentu, kiedy poszliśmy się przebadać. Kiedy ustatkowało się wszystko, po prostu nagle uderzył w nas instynkt rodzicielski. Po naszym spotkaniu dostałam telefon, że są wyniki. Oboje poszliśmy je odebrać… - Susan zwiesiła głos, a do jej oczu napłynęły łzy.
 - Nie możecie mieć dzieci – zrozumiała Ziva. Chciała pocieszyć Susan jakoś. Przecież są różne metody.
- Nate nie może i kiedy zobaczyłam jego wyraz twarzy, gdy lekarz nam to powiedział… - mówiła smutnym głosem. Ziva widziała ból rysujący się na jej twarzy – Nie chciał ze mną potem rozmawiać… Wiesz, Zivo… wszyscy myślą jaka to z nas cudna para, i że pewnie wszyscy się cieszyli z naszego małżeństwa, ale powiem ci, że prawda jest inna. Kiedy się pobieraliśmy to moi rodzice i ojciec Nathana odradzali nam to. Nathan sam nie był pewny… tu nie chodziło o jego uczucia, bo kocha mnie szaleńczo, ale o niego samego… o to jakie piętno pozostawiły w nim tamte wydarzenia. Wiem, że byłaś przetrzymywana w Somalii… - wyznała i spojrzała stanowczo na Zivę.
 -Bili mnie, poniżali, chcieli wyciągnąć informacje, głodzili… - wymieniała Ziva – Próbowali złamać poprzez podtapianie. Zmęczyć tym, ze przez kilka dni nikt do mnie nie przychodził a ja siedziałam z workiem założonym na głowie i nie wiedziałam, co dzieje się wokół mnie… Straciłam nadzieję na ratunek i tylko czekałam, aż Salim mnie zabije – wyznała szczerze. Nagle dotarło do niej to, co próbowała powiedzieć Susan. Jej męża torturowano!
 - Kto? – zażądała odpowiedzi Ziva, zaciskając nerwowo związane dłonie. Miała ochotę dorwać i boleśnie zabić tego szaleńca, który skrzywdził tych dwojga.
 - Jugodin… - szepnęła Susan, krzywiąc się na sam dźwięk tego nazwiska.
Ziva zamarła, zamrugała gwałtownie i wpatrywała się blada i przerażona w kobietę siedzącą naprzeciwko niej. Każdy szaleniec przeszedł jej przez myśli, ale nie ten najgorszy. Poczuła jak robi się jej nie dobrze i duszno. Różnych zwyrodnialców i szarlatanów napotkała na swojej drodze ale Jugodin był najbardziej perfidny, wyrafinowany i najbardziej zły z nich wszystkich.
 - Jak długo? – wycedziła starając się zapanować nad sobą i swoimi emocjami. Miała nadzieję, że maluszek się uspokoi bo i on się podenerwował.
 - Trzy dni – odparła smętnie Susan – A potem cała lawina następstw… Nawet nie wiesz jak długo zajęło mi przekonanie Nathana by po domu chodził bez koszulki, a już nie wspomnę o seksie… Cały czas wmawiałam mu, że kręcą mnie te blizny, a poza tym ma seksownie wyrzeźbione ciało – zaśmiała się przez łzy Susan.
 - Nie potrafię sobie tego wyobrazić… Musicie być niezwykle silni i wasze uczucie… - Ziva pokręciła głową z niedowierzaniem. To przez co przeszli po prostu nie mieściło się w głowie.
 - Nie mieliśmy czasu na odpoczynek… - kontynuowała Susan – Musieliśmy powstrzymać szaleńców-fanatyków przed zniszczeniem jakie chcieli wprowadzić… Kiedy musieliśmy sie rozdzielić… to najbardziej bolało. Ledwo go odzyskałam i bałam się jak cholera, że już go nie zobaczę… Uśmiech jaki mi ofiarował, gdy wróciliśmy i ponownie się spotkaliśmy… To jakby na nowo słońce zajaśniało. I ten taniec w ogrodzie Watykańskim w deszczu. Śmialiśmy się jak dzieciaki – Susan rozpromieniła się na to wspomnienie – A ty i Tony? – zapytała, sięgając ramieniem i ocierając spływającą po policzku łzę. Było jej niewygodnie to uczynić z powodu związanych rąk, ale chciała osuszyć policzki z łez.
 - Traktowałam go jak partnera. Na dodatek nieznośnego, który potrafił mnie zawsze zaskoczyć kiedy myślałam już, że go rozgryzłam – zaczęła Ziva z lekkim uśmiechem – zawsze troszczyliśmy się o siebie. Podświadomie byliśmy zazdrośni, gdy któreś miało kogoś. Kiedy Tony zabił mojego chłopaka w samoobronie byłam wściekła… na Tony’ego. Darzyłam Michaela uczuciem, ale jak się okazało zostałam wykorzystana tylko przez niego i mojego ojca. Ulokowałam niewłaściwie i uczucia i zaufanie – przyznała z goryczą zawodu w głosie – Po Somalii musieliśmy z Tony’m na nowo nauczyć się sobie ufać. Na nowo poznać. Mój kolejny wybór, Ray, okazał się kolejnym błędem i niepowodzeniem. Za to poczułam, że z Tonym zbliżamy się jeszcze bardziej. Nie mogłam uwierzyć, kiedy pojawił się dla mnie w Somalii… pozwolił by Salim go przesłuchiwał… Cały czas tylko dowodził jak bardzo mu na mnie zależy… Wtedy i później… kiedy mój ojciec został zamordowany… Ale to, co wy przeszliście… tego się słowami nie da opisać – zaznaczyła – Serio, wasza historia zmusza do myślenia.
 - Może jednak nie powinniście brać z nas przykładu… - westchnęła ciężko Susan. Ziva wyczuła w jej głosie lekkie zrezygnowanie.
 - O nie, moja droga! – rzuciła podniesionym głosem David – Jeśli wy się poddacie, to dla nas nie będzie przyszłości! – zaznaczyła stanowczo.
 - Zważywszy na naszą bombową sytuację teraz… - uśmiechnęła się krzywo Carter – To ile nam zostało? – zapytała.
 - Dwadzieścia minut – odpowiedziała po chwili Ziva. Chciało jej się wyć. Hormony strasznie ją rozregulowały. Była nadzwyczaj uczuciowa. Nie chciała jednak o tym teraz myśleć. Wiedziała, że jeśli zacznie żałować tego, co by było gdyby, to po prostu oszaleje teraz. Zatem wznowiła ich rozmowę – Jesteś upartą laską, zatem… jeśli byśmy przeżyły…
 - Dorwę męża i przypomnę mu, że przysięgał mi, że mnie nie opuści nie ważne co i na dodatek zrobił to przed Bogiem – zapowiedziała stanowczo Susan.
Zivie podobało się jej bojownicze nastawienie. Była silną, stanowcza kobietą po przejściach, której los nie oszczędzał.
Ziva nie myślała za bardzo o rodzinie i dzieciach. Nie tak ja wychował ojciec. Eli wychował ją na mordercę a nie na matkę. Dla niej ciąża to było zaskoczenie. Nie planowali tego z Tony’m. Co nie oznaczało iż nie cieszyła się. Dlatego współczuła z całego serca Susan, która bardzo pragnęła dziecka. I to pragnienie mogło nie zostać spełnione.

Kiedy otworzyła oczy jej sytuacja nie zmieniła się. Tak bardzo łudziła się, że jednak gdy zamknie na chwilę powieki i mocno się skoncentruje to obudzi się z tego koszmaru. Niestety rzeczywistość nie była tak łaskawa. Dalej znajdowała się w dużym, opuszczonym hangarze, gdzieś zapewne na obrzeżach miasta. Siedziała na drewnianym, niewygodnym, starym i skrzypiącym krześle, do którego była przywiązana. Na policzku Zivy widniał czerwony ślad po uderzeniu. Miała również rozciętą wargę. Jej ubranie było brudne i gdzieniegdzie poszarpane.  Maluszek w jej brzuchu niespokojnie się wiercił czując jej podenerwowanie.


Jednak Ziva w tej całej chorej sytuacji nie była sama. Nie wiedziała czy ma się cieszyć czy płakać, bo tak na prawdę to ona wciągnęła Susan w tę kaszanę. Kobieta siedziała na wprost Zivy, również na starym krześle i również była do niego przywiązana. Z tą jedną mała różnicą - miała przyczepioną do ciała bombę, której licznik wskazywał pięć minut do eksplozji. Tylko pięć minut a one są tu już niespełna godzinę. A z ich lewej strony stała niczym zaczarowana kamera, która nadawała online obraz.
- Nasi faceci nie będą z nas dumni - zakpiła Susan, rozglądając się.
- Wybacz, że cię w to wciągnęłam - powiedziała Ziva przepraszająco.
- Obie siedzimy w tym po uszy - zażartowała nerwowo Susan - Nie sądziłam, że tak to wszystko się skończy - dodała smętnie. Jej ugięte w kolanach nogi nerwowo podskakiwały. Nie zwracała uwagi na sznury okalające jej kostki.
- Szlag! - wrzasnęła wnerwiona Ziva - Ja chce urodzić to dziecko! - krzyknęła i spojrzała prosto w stronę kamery - Proszę - szepnęła łamiącym się głosem, a po jej policzkach spływały łzy.
Kiedy przeniosła wzrok na Susan widziała, ze i ona ledwo sie trzyma.
- Oni sobie nie poradzą bez nas - jęknęła, przygryzając wargi. W dłoni trzymała mocno ściśniętą obrączkę. Czuła, że i ją zaczynają emocje dławić.
- Są silni - Ziva próbowała przekonać koleżankę, a jednocześnie samą siebie. jednak wiedziała doskonale, że ich śmierć będzie druzgocząca dla obu mężczyzn. Bała się, że mogą tego nie przeżyć. Zdawała sobie sprawę, że nawet jeśli Tony’ego ciało przeżyje to jego dusza będzie martwa. Ale wiedziała jednocześnie, że będzie wciąż żył, czego nie mogła być pewna przy mężu Susan. Po tym, co kobieta jej opowiedziała, co przeżyli razem, co Nathan przeżył... Ziva wątpiła by... z obu niewiele zostanie... Puste ciała.
Ta myśl ją przerażała.
Spojrzała na wyświetlacz. Niespełna dwie minuty.
Jako oficer Mossadu przyjęłaby twardo i chłodno taką sytuację. Ale nie jako agentka NCIS i na dodatek przyszła matka.
- Ziva - jęknęła przerażona Susan.
Gdyby tylko obie mogły sie teraz przytulić. Jednocześnie obie spojrzały na kamerę i powiedziały do swoich mężczyzn:
- Kocham cię - po tych słowach zamknęły oczy, a chwilę później nastąpiła eksplozja i z hukiem otworzyły się zaryglowane drzwi od hangaru.  

środa, 17 kwietnia 2013

Tiva cz. 3

A/N: Mam nadzieję, że siedzicie. Respiratory będą potrzebne, ale jeszcze nie zabijajcie nikogo :P Wielkie dzięki dla mojej Yarrow za burzę mózgów i podesłanie kilka pomysłów. Było ciężko z ruszeniem ale oto jest. Tak, jestem wredna - ale cóż :D Uwielbiacie, gdy taka jestem :P Trzymajcie się mocno!

** Chandni **



Nieznane miejsce



Kiedy otworzyła oczy jej sytuacja nie zmieniła się. Tak bardzo łudziła się, że jednak gdy zamknie na chwilę powieki i mocno się skoncentruje to obudzi się z tego koszmaru. Niestety rzeczywistość nie była tak łaskawa. Dalej znajdowała się w dużym, opuszczonym hangarze, gdzieś zapewne na obrzeżach miasta. Siedziała na drewnianym, niewygodnym, starym i skrzypiącym krześle, do którego była przywiązana. Na policzku Zivy widniał czerwony ślad po uderzeniu. Miała również rozciętą wargę. Jej ubranie było brudne i gdzieniegdzie poszarpane.  Maluszek w jej brzuchu niespokojnie się wiercił czując jej podenerwowanie.


Jednak Ziva w tej całej chorej sytuacji nie była sama. Nie wiedziała czy ma się cieszyć czy płakać, bo tak na prawdę to ona wciągnęła Susan w tę kaszanę. Kobieta siedziała na wprost Zivy, również na starym krześle i również była do niego przywiązana. Z tą jedną mała różnicą - miała przyczepioną do ciała bombę, której licznik wskazywał pięć minut do eksplozji. Tylko pięć minut a one są tu już niespełna godzinę. A z ich lewej strony stała niczym zaczarowana kamera, która nadawała online obraz.
- Nasi faceci nie będą z nas dumni - zakpiła Susan, rozglądając się.
- Wybacz, że cię w to wciągnęłam - powiedziała Ziva przepraszająco.
- Obie siedzimy w tym po uszy, a poza tym to ja wyciągnęłam cie na ten głupi spacer - zażartowała nerwowo Susan - Nie sądziłam, że tak to wszystko się skończy - dodała smętnie. Jej ugięte w kolanach nogi nerwowo podskakiwały. Nie zwracała uwagi na sznury okalające jej kostki.
- Szlag! - wrzasnęła wnerwiona Ziva - Ja chce urodzić to dziecko! - krzyknęła i spojrzała prosto w stronę kamery - Proszę - szepnęła łamiącym się głosem, a po jej policzkach spływały łzy.
Kiedy przeniosła wzrok na Susan widziała, ze i ona ledwo się trzyma.
- Oni sobie nie poradzą bez nas - jęknęła, przygryzając wargi. W dłoni trzymała mocno ściśniętą obrączkę. Czuła, że i ją zaczynają emocje dławić.
- Są silni - Ziva próbowała przekonać koleżankę, a jednocześnie samą siebie. jednak wiedziała doskonale, że ich śmierć będzie druzgocząca dla obu mężczyzn. Bała się, że mogą tego nie przeżyć. Zdawała sobie sprawę, że nawet jeśli Tony’ego ciało przeżyje to jego dusza będzie martwa. Ale wiedziała jednocześnie, że będzie wciąż żył, czego nie mogła być pewna przy mężu Susan. Po tym, co kobieta jej opowiedziała, co przeżyli razem, co Nathan przeżył... Ziva wątpiła by... z obu niewiele zostanie... Puste ciała.
Ta myśl ją przerażała.
Spojrzała na wyświetlacz. Niespełna dwie minuty.
Jako oficer Mossadu przyjęłaby twardo i chłodno taką sytuację. Ale nie jako agentka NCIS i na dodatek przyszła matka.
- Ziva - jęknęła przerażona Susan.
Gdyby tylko obie mogły się teraz przytulić. Jednocześnie obie spojrzały na kamerę i powiedziały do swoich mężczyzn:
- Kocham cię - po tych słowach zamknęły oczy, a chwilę później nastąpiła eksplozja.     



Siedziba NCIS, Navy Yard - 3 godzin wcześniej


Im głębiej wchodzili w tę sprawę, tym coraz mniej podobało im się to co odkrywali, a raczej czego nie odkrywali. Po bliższemu przyjrzeniu się ofiarom znaleźli w końcu upragniony mianownik. Wojskowe, tajne eksperymenty medyczne, podczas których chciano wyszkolić super żołnierzy do walki z terroryzmem. Ci ludzie poddawani byli jednym słowem praniu mózgu, który tak na prawdę służył stworzeniu elitarnych zabojców-maszyny, którzy nigdy nie mieli prawa podważyć decyzji przełożonych. Agenci znali doskonale takiego typu programy. Ianto sam był częścią podobnego eksperymentu, ale na szczęście teraz pracował dla nich. Jednak Ziva doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to właśnie Ianto powinien najlepiej rozumieć tego szaleńca.
- I rozumiem - powiedział Barrowman, gdy siedzieli i dyskutowali na temat sprawy - Dokładnie postąpiłbym tak samo. Chce rozgłosu i by jego oprawcy cierpieli to właśnie to otrzymuje.
- Tu chodzi o coś więcej - wtrącił Gibbs. Ziva wiedziała, że obaj z Carterem chłodno analizują każdą możliwość i ewentualność, ale nie było mowy o przypadku. Myśląc o sprawie nagle jej myśli wybiegły do czegoś innego. Charlisle Carter i Nathan Carter - czy tych dwóch łączyło pokrewieństwo czy tylko była to zbieżność nazwisk. Ziva potrząsnęła głową, nie czas na to. Teraz mieli szaleńca na wolności. Dogrzebali się do danych personelu, który brał udział w tym eksperymencie i wszystkie główne osoby już nie żyły. Zatem pozostawało pytanie czy nastąpią kolejne zamachy i na kogo? Trzech największych speców, czyli Tim, Abby i Ash, próbowało od kilku godzin odkodować wiadomość, którą dostał Sekretarz.
Nagle z zamyślenia ich wszystkich wyrwał telefon. Gibbs wyciągnął komórkę i odebrał.
- Gibbs, Gibbs, Gibbs - dotarł do nich wszystkich podekscytowany głos Abby - Udało się!
David ucieszyła się. Możliwe, że po trzech godzinach mieli w końcu przełom w śledztwie.
- Chyba jednak nie - zaalarmował ich Alex, wskazując na plazmę. Na wszystkich ekranach obraz zaczął mrugać, szwankować, jakieś dziwne cyfry i literki po monitorach zaczęły przemykać.
- Zawirusował cały system! - usłyszeli krzyk Abby. Tony szybko podszedł, wziął od Gibbsa komórkę i włączył na tryb głośno mówiący.
- Mów Abby! - polecił zdenerwowany Gibbs, a wszyscy w przestrzeni biurowej nastawili uszu.
- Zawirusował cały budynek. Odciął nas od wszystkiego. Trochę potrwa zanim usuniemy wirusa i postawimy od nowa system - tłumaczyła zdenerwowana Abby.
- Szlag by to - warknął Carter.
Ziva coraz mniej rozumiała. Dlaczego atakował budynek NCIS? Może tu chodziło o jakiegoś agenta, który prowadził przed laty tą sprawę?
- Kto prowadził sprawę Bombiarza? - odezwała się Ziva.
- Marcus Ferguson i Scott Damien - przeczytała Samantha - Jeden przeszedł na emeryturę i przeprowadził się na Alaskę, a drugi zostawił NCIS i teraz pracuje w prywatnej firmie ochroniarskiej.
- Musimy się jakoś z nimi skontaktować tylko jak, jak system padł? - zapytał Tony. Wcale, a wcale nie podobała mu się ta sprawa.
- Mam wydrukowany adres, gdzie pracuje Damien, można do niego pojechać - zaproponowała Samantha.
- Sam, bierz DiNozzo ze sobą i jedzcie. My idziemy na rozmowę z Dyrektorem i sekretarzem. Ianto, zapytaj czy twoi starzy znajomi nie mogą nam pomóc jakoś - Carter rozporządzał zadania.
- Ziva idź na lunch z Alexem - rozkazał Gibbs - Zakup też dla nas jedzenie i kawę - dodał, a widząc protestujący gest od Zivy, uciszył ja srogim spojrzeniem nie znoszącym sprzeciwu.


Wszyscy rozbiegli się w swoje wyznaczone strony. Ziva spojrzała na Alexa, który bezbronnie wzruszył ramionami. Miał nadzieję, że nie będzie wyżywać się na nim, za to, ze została przydzielona do takiego zadania. Zivie nie podobało się to, że Gibbs oddelegował ją na lunch i zaopatrzenie ich w jedzenie. Ziva wzięła ponownie do ręki teczkę z wydrukowanymi informacjami. Przewróciła kilka kartek i znalazła listę żołnierzy, którzy brali udział w eksperymentach. Teraz tylko potrzebowała dostępu do Internetu i sprawdzić ilu z nich żyło i gdzie przebywało. Złożyła kartkę i włożyła do kieszeni płaszcza.
- Czas na lunch - rzuciła w stronę kolegi i oboje ruszyli w stronę windy.

***

Czterech. Tylu im pozostało, gdy sprawdzili wszystkich z listy. Większość z żołnierzy nie zyła lub była w kiepskim stanie przetrzymywana w zamkniętych zakładach czy to psychiatrycznych czy też karnych. Zatem pozostało im tylko czterech do sprawdzenia. Ziva odhaczała kolejnych, którzy według niej nie pasowali do schematu.
- Dawidson jest za stary. Miałby z siedemdziesiąt parę lat. A Crooproft ma Parkinsona daleko posuniętego - czytał informacje Alex. Oboje zabukowali się w kawiarence internetowej niedaleko ich ulubionej knajpki, gdzie wszyscy agenci z Navy Yardu się zaopatrywali w jedzenie.
- Czyli Patrixon i Sparkney - westchnęła Ziva.
- Patrixon uległ wypadkowi dziesięć lat temu i jest sparaliżowany - przeczytał Kallen - Mieszka cztery przecznice stąd.
- A Sparkney? - dopytywała zrezygnowana. Nagle jej komórka zasygnalizowała przybycie wiadomości.
“Jestem w Stanton Park, jeśli masz ochotę na kawę i pogawędkę. Susan”
Ziva uśmiechnęła się. Jej nowa znajoma była nadal w mieście i proponowała jej spotkanie. I to całkiem niedaleko mieszkania Patrixona.
- Sparkney wyjechał do Indii i wstąpił do zakonu buddystów - oznajmił Kallen.
- Jest mnichem? - zdziwiła sie Ziva. Przez chwile wpatrywała sie raz na adres Patrixona a raz na swoja komórkę.
- Słuchaj, koleżanka chce sie spotkać. Dobrze mi zrobi pogadanie z kimś w przerwie a jednocześnie możemy zahaczyć i sprawdzić Patrixona, bo mieszka niedaleko parku, gdzie mam sie z koleżanka spotkać - zaproponowała.
- Gibbs nie będzie... - zaczął lecz Ziva go uciszyła.
- To nasz jedyny ślad. Tylko pojedziemy porozmawiać, nic więcej - zaznaczyła ostro i stanowczo. Kiedy Alex skinął głową, wysłała wiadomość Susan, że się zgadza i będzie za godzinę.

***

Kiedy podjechali pod budynek, poczuła jak maluszek niesfornie kręci jej się w brzuchu, dlatego położyła na nim dłoń i pogładziła.
- Wszystko w porządku, brzdącu - zapewniła go - Upierdliwiec jak jego ojciec - sarknęła, uśmiechając się i kręcąc głowa. Kiedy wysiedli i podeszli do drzwi, nie zdążyli zapukać, gdy się otworzyły i w drzwiach stanął mężczyzna około czterdziestu lat.
- Martin? - zdziwił się Alex. Ziva również poznała Martina, jednego z ich analityków.
- Eh, tak... no... zaprosiłbym was do środka, ale właśnie mojemu ojczymowi pogorszyło się i czekamy na karetkę... e, no... - tłumaczył się nerwowo i zaglądał raz na drogę, a raz do środka jakby nasłuchując - Pewnie zaraz tu będą.
- Przyjdziemy innym razem - rzucił Alex i cofnęli się z Zivą.
Kiedy wsiedli do samochodu wymienili tylko znaczące spojrzenia.
- Nie wydawał ci się jakiś podejrzany? - zapytał nagle Alex.
- Podrzuć mnie do parku. Sam wracaj po resztę i przyjedźcie tu to sprawdzić, bo mam złe przeczucia. Martin jest pasierbem Patrixona? - Ziva próbowała ogarnąć sytuacje. Zachowanie Martina zdradzało, że coś było nie tak i nie chodziło tu o pogarszający się stan zdrowia ojczyma.
- Jesteśmy w kontakcie, tylko nie rób niczego głupiego - poprosił ja Alex, gdy zatrzymał wóz przy parku.
- Hej, idę tylko na spotkanie z koleżanką, co może się złego stać? - zapytała niewinnie Ziva. Nie miała zamiaru sama pchać się do domu podejrzanego. Wolała poczekać na resztę zespołu. A poza tym była umówiona. Zatem posłała łagodny uśmiech Alexowi i wyskoczyła z samochodu, bo już widziała zbliżającą się w ich kierunku Susan. Alex machnął dłonią i odjechał, podczas gdy Susan podbiegła do Zivy.
- Hej - przywitała się.
- Hej, biegasz w taka pogodę? - zapytała Ziva widząc sportowy ubiór, w jakim była kobieta.
- Gdybyś musiała siedzieć pięć godzin na nudnej konferencji to też byś potem poszła pobiegać - zaśmiała się Susan. Ziva dostrzegła mężczyznę czającego się w pięciometrowej odległości za Susan.
- Ochrona - uśmiechnęła się Susan, próbując złapać oddech - Świetnie, że dałaś się wyciągnąć na spacer do parku. Pewnie macie pełne ręce roboty.
- O, tak - westchnęła Ziva. Obie panie nie zauważyły Wana, który nagle pojawił sie na ulicy i zatrzymał tuz przed nimi.
- Susan! - krzyknął ostrzegawczo mężczyzna i wyciągnął broń. Drzwi Wana otworzyły się i dwóch zamaskowanych ludzi wciągnęło kobiety do środka, po czym z piskiem ruszyli nie zamknąwszy drzwi, z powodu kul wystrzeliwanych przez ochroniarza Susan.      

czwartek, 11 kwietnia 2013

Tiva cz. 2

A/N: Dziś zdecydowanie krócej, ale i tak jestem zaskoczona, że cokolwiek powstało jako, że mam zły dzień :( Lovatic - to połączenie NCIS i moich dwóch opowiadań - Shardiffa (o Ianto już czytałaś) i Dolce Vita. Jako, że jesteś jedyna niewtajemniczoną to powiem, że Nathan Carter to jeden z tych dobrych :) Ale oczywiście szykuję kilka emocjonujących rzeczy w tym opku :D Mam nadzieję, że sie spodoba. Pomysł podpowiedzieli mi chłopaki ze Strike Back z 2 sezonu :D Tak, to ich wina tym razem :D

** Chandni **



- Co robisz? – zapytał Tony, zaglądając Zivie przez ramię. Agentka siedziała za swoim biurkiem w ich przestrzeni biurowej. Ekran monitora miała wygaszony, bo nie chciała by ktoś wiedział czego w danej chwili jednocześnie poszukuje – a raczej kogo.
 - Piszę do koleżanki, bo prosiła bym podała jej płeć dziecka - odpowiedziała obojętnym, opanowanym tonem, tylko czekając na reakcję DiNozza.
 - Jestem ojcem, dlaczego ja nie wiem? - zapytał zaskoczony faktem, że Ziva nie powiedziała mu. Zapewne nie uczyniła tego dlatego, że wciąż była na niego zła za to, że rano z nią nie pojechał do lekarza. Na dodatek zapewne oberwie mu się od Gibbsa, ale na swoją obronę ma tylko to, że powinni mieć dziś wolne. Niespodziewanie dwie godziny temu zostali wezwani do pracy.
 - Miło, że przypomniałeś sobie o tym fakcie teraz - odparła zajadle i z perfidnym uśmieszkiem triumfu, wcisnęła przycisk ‘wyślij’ na ekranie komórki.
 - Zatem, kochanie, co będziemy mieć? – dopytywał nieustępliwie. Miał nadzieję, że jakoś uda mu się załagodzić sytuację. Nie miał zamiaru spać na kanapie. Wiedział, że czeka ich seria ważnych decyzji i rozmów i tak po prawdzie zastanawiał się dlaczego nie zrobili tego wcześniej, tylko zwlekali do ostatniej chwili.
 - Dziecko - droczyła się z nim, co sprawiało jej przyjemność. Nie dość, że tony miał kaca – wprawdzie już praktycznie wyleczonego – ale i tak, trzymanie go w niepewności było niewielką słodką zemstą.
 - To ja wiem - nalegał, niemal błagalnie. Ciekaw był ile tak będą się droczyć. Ale miał nadzieję, że nie długo. Wystarczyło, że niepokoił go fakt, że zostali wezwani nagle.
 - Chłopiec, panie DiNozzo. Możesz pękać z dumy – oznajmiła w końcu. W tym samym momencie dostała wiadomość sms.  
 - Mały DiZozzo - powiedział dumnie, uśmiechając się w szerokim uśmiechu.
 - Nie pozwolę byś nazwał go Anthonym III - zaprotestowała stanowczo Ziva, jednocześnie zerkając na komórkę i odczytując wiadomość. Tony spojrzał na wyświetlacz zaciekawiony i lekko zazdrosny, lecz szybko się opanował widząc napis: „Gratulujemy wraz z mężem. Cieszymy się wraz z wami. Susan”. Kiedy ta ciekawość została zaspokojona i uspokojona, zmarszczył brwi.
 - Nie Eli - ostrzegł Tony. Skoro Ziva nie chciała by mały miał po jego ojcu, to i po jej nie będzie miał. Lecz po chwili niepewnie pojrzał na Zivę z lekkim przerażeniem - Nie chcesz powiedzieć... Chyba nie Leroy!
 - Jak już coś to Jethro – odezwał się nagle Gibbs, który jak zwykle zmaterializował się z nikąd. Mężczyzna jak zwykle miał ze sobą kubek kawy, a w drugiej ręce folder wypchany papierami – McGee zaraz przyjdzie z MTAC’u – wyjaśnił zasiadając za biurkiem. Z głuchym tąpnięciem rzucił teczkę na blat biurka, najwyraźniej niezadowolony z tego, że zostali ściągnięci w wolny dzień i to na dodatek do starej, zimnej sprawy, która śmierdziała na kilometr każdemu kto się do niej zabierał.
 - Zapewne każde z was słyszało o sprawie Wojskowego Bombiarza – zaczął Gibbs, gdy McGee pojawił się w ich przestrzeni biurowej i od razu instalował coś na swoim komputerze.
 - Sprawa sprzed piętnastu lat – zaczął Tony, który stał na wprost głównej plazmy – Wysadził w powietrze ośmiu wojskowych, w różnych odstępach czasowych i różnych stanach. Nigdy nie zabijał w tym samym miesiącu ani w tym sam stanie. Zawsze inne, tak jak i wybierał wojskowych różnych jednostek i różnych rangą.
 - Na dodatek do wojskowych zawsze byli dołączani cywile – dodała Ziva, która natknęła się na tę sprawę już wcześniej.
 - Zawsze są dwie eksplozje – dołączył do nich Tim – Pierwsza testująca, a druga to ta właściwa. Podczas testującej zawsze zostawiał przy jednej z ofiar telefon. Mogli wykonać jeden telefon, ale na wybrany przez Bombiarza numer z ich listy numerów jakie każdy z nich posiadał w komórce. Gdyby udało im się wybrać właściwy, udało by im się rozbroić bombę, która była przymocowana do jednej z osób. Kiedy nie udało im się wybrać następowała eksplozja, która jednakże nie zabijała nikogo. Druga, ta właściwa, następowała dziesięć minut później.
 - Ale Bombiarz nie był aktywny od ponad dekady – zauważyła Ziva.
 - dokładnie – warknął Gibbs i skinął na Mcgee, który kliknął i na ich plazmie pojawiły się zdjęcia – W nocy doszło do eksplozji na przedmieściach miasta. Wojskowy plus dwoje cywili, a przynajmniej tak myśleliśmy – tłumaczył niezadowolony Gibbs.
 - Ofiarami był sierżant Gregory Davis, informatyk rządowy Chris Postman oraz nasza znajoma psycholog Samantha Ryan – oznajmił McGee.
 - Sekretarz dostał od Bombiarza informację w zaszyfrowanym pliku. Abby i Ash już się tym zajmują. Tim, pójdziesz im pomóc. Tony, Ziva – Gibbs przydzielał im zadania – My dołączymy do reszty zespołu Cartera – z tymi słowami spojrzał na górny mostek i zobaczył dyrektora z posępną miną stojącego i czekającego najwyraźniej na niego. Zatem ruszył pędem po schodach, na których spotkał Charlisle. McGee popędził łamać supermocny i tajny szyfr, a Tony i Ziva zbierali potrzebna rzeczy by przenieść się piętro niżej do przestrzeni biurowej zespołu Cartera. Oboje mieli złe przeczucia co do tej sprawy. Musieli sprawdzić pozostałych cywili, którzy zginęli. Czy byli przypadkowi? Czy mieli jakieś znaczenie? Dlaczego teraz wrócił? Gdzie się podziewał tyle lat? Czy przypadkiem nie mają do czynienia z naśladowcą? Kolejny szaleniec, pomyślała gorzko Ziva, jakbyśmy mieli ich za mało ostatnimi czasy!
Nerwowo włączyła monitor by wyłączyć komputer, gdy na stronie wyszukiwarki pojawił się wynik, którego szukała. Weszła na stronę i od razu zobaczyła zdjęcie młodego, promiennie uśmiechniętego mężczyzny. Wyglądał nieco inaczej niż na zdjęciu ślubnym, ale Ziva wiedziała, że to przez doświadczenia jakie życie na niego zesłało. Wiedziała jednak, że nie ma teraz na to czasu, dlatego zamknęła szybko stronę. Przecież po zakończeniu sprawy będzie mogła zapytać Ianto o jego znajomego, który ostatnio uratował zarówno jemu jak i jej życie. Co do tego nie miała wątpliwości, tylko nie wiedziała jeszcze w jaki konkretnie sposób, ponieważ jeśli miała być szczera, koleś nie wyglądał groźnie. Nawet wtedy, gdy widziała go idącego do windy w towarzystwie drugiego mężczyzny, wydawał się nie stanowić zagrożenia. Ale najwyraźniej pozory mogły mylić. Ale teraz musiała pozostawić wszelkie prywatne sprawy na bocznym torze, by zająć się tą sprawą. Miał a tylko nadzieję, że tym razem ten psychol nie obierze sobie żadnego z nich za swój nowy cel.           

niedziela, 7 kwietnia 2013

Tiva cz.1


A/N: Na Waszą prośbę bardziej Tivowy odcinek. Znaczy... połączenie wszystkich 3 wątków ale od strony Tivy. Ile tego będzie - nie wiem. Na razie wen dał pomysł na ten jeden rozdział. Mam nadzieję, że wam sie spodoba. tym razem to kobiety sobie rozmawiają na ważne sprawy :)

** Chandni **



Szła szybkim, nerwowym krokiem stukając obcasami o posadzkę. Była zła, bardzo zła na Tony’ego. Oczywiście od dobrych kilku tygodni gryźli się o każdy drobiazg. O to kto u kogo zamieszka. O kolor w pokoju dziecka. O to kto zostanie przeniesiony do innego działu, bo niestety ale takie były procedury. O to jak długo będzie na macierzyńskim. O to kiedy przestanie pracować w terenie, bo Gibbs wyraźnie zaznaczył, że nie pozwoli by narażała się w ostatnim miesiącu na niebezpieczeństwo. O to czy zamierzają wstąpić w związek małżeński i jeśli tak, to w jakim obrządku. I jakiej wiary będzie dziecko. A teraz na dodatek jeszcze Tony zapomniał, że mają dziś rano wizytę u lekarza. Zamiast jechać z nią, leczył kaca, bo oczywiście, że wczoraj wybrał się z Alexem i kilkoma innymi agentami na piwo. Jak to tłumaczyli – musieli odreagować fakt iż szaleniec chciał pozabijać kilku agentów i powrót z zaświatów Barrowmana. Ale na wszystkie niebiosa – to było dwa miesiące temu! Czy to jej już nerwy puszczały? Ciąża tak na nią działała? Przez pierwsze miesiące nawet objawów typowych nie miała. No oprócz kilku epizodów z wymiotowaniem, co tłumaczyła niezdrowym jedzeniem. Ale najwyraźniej im bliżej rozwiązania tym bardziej rozdrażniona i podenerwowana chodziła. Cholernie się bała jak sobie poradzą i czy sobie poradzą. Byli agentami federalnymi narażającymi co dnia swoje życia. A nie wyobrażała sobie siebie samej siedzącej w domu z pieluchami, gotowaniem, sprzątaniem, zaniedbanej. Co to, to nie!

Weszła do poczekalni przed gabinetem ginekologicznym. Na krześle siedziała młoda, ładna dziewczyna i w pewien sposób Ziva ucieszyła się, że nie ma z nią Tony’ego, który zapewne by zaczął ją podrywać.
 - Dzień dobry – przywitała ją dziewczyna.
 - Witam – odparła Ziva, siadając kilka krzeseł dalej – Też czekasz? – zapytała. Co prawda dziewczyna nie miała widocznego brzuszka, ale to mógł przecież być pierwszy trymestr.
 - Nie – odparła lekko speszona, łagodnie się uśmiechając – Czekam na koleżankę – odparła, odwracając szybko wzrok.
Ziva dostrzegła jak nerwowo bawi się obrączką.
 - On nie chce czy nie możecie? – zapytała sama się sobie dziwiąc, że nawiązuje z tą młodszą od siebie dziewczyną rozmowę.
Kiedy tak się przypatrywała jej widziała jak się waha, jak zastanawia, co odpowiedzieć.
 - Ziva David – przedstawiła się szybko – Wybacz jeśli to zbyt osobiste i krępujące. Chyba potrzebuje rozładować nerwy – wyrzuciła szybko z siebie.
 - Susan Carter – kobieta wyciągnęła rękę w stronę Zivy, która szybko przesiadła się bliżej i wymieniła uśmiech z drugą kobietą.
 - Staramy się z mężem ale to nie jest takie proste – odparła lekko się uśmiechając, jakby chcą ukryć smutek. Ziva zrozumiała, że musi bardzo pragnąć dziecka.
 - Wiec czym cię zdenerwował? – odezwała się Susan. Miała czarne długie, cieniowane włosy z lekką grzywką, z pod której spoglądała jasno zielonymi oczyma. Figurą bardzo przypominała Zivę, choć zapewne była nieco wyższa. Ubrana była w bordową dzianinową tunikę, legginsy i kozaki na płaskim obcasie. Bardzo odpowiednio na tę porę roku, pomyślała Ziva nim odpowiedziała jej na pytanie.  Po chwili jednak Ziva zaczęła jej opowiadać, co leży jej na sercu. Sama nie wiedziała dlaczego żaliła się Susan, która dopiero poznała, ale od dziewczyny było jakieś ciepło.
 - Widzę, że obie wybrałyśmy sobie partnerów trudnych do kochania – stwierdziła Susan.
 - Strasznie się boje. Nie chce rezygnować z pracy a z drugiej strony… - na głos dzieliła się z kimś tymi obawami. Nawet z Tony’m nie potrafiła o tym porozmawiać.
 - Czym się zajmujesz, jeśli mogę spytać? – zapytała Susan.
 - Jestem agentką federalna. Oboje z Tony’m pracujemy dla NCIS – wyjaśniła, a kiedy spojrzała na Susan dostrzegła malujące się na jej twarzy zrozumienie.
 - Mój mąż również pracuje dla rządu, więc doskonale cie rozumiem – zapewniła, ciepło się uśmiechając – Najlepiej jest nie kochać. Nie mieć uczuć. Bo kiedy kochasz… Wszystko jest trudniejsze a zarazem piękniejsze. Przeszliśmy z mężem piekło – opowiadała Susan – Przez długie pół roku codziennie bałam się, że go stracę. Przez pracę, przez jego chorobę, przez ludzi, którzy chcieli mu zaszkodzić. Dopiero teraz dochodzimy do siebie, chociaż minęły trzy lata, bo ciągle odczuwamy efekt tego wszystkiego. Efekt naszych decyzji. Musiałam długo go zapewniać, że chcę wyjść za niego za mąż, że właśnie jest odpowiednim mężczyzną dla mnie. To była naprawdę mozolna praca – zaśmiała się nerwowo – Teraz mamy wspólny cel. Pomagamy takim zagubionym parom, które uważają, że lepiej będzie jeśli się rozstaną.
 - I co im radzicie? – zapytała zaciekawiona. Nie sądziła, że Susan mogła przejść z mężem aż tyle ale jeśli pracował dla rządu to wszystko było możliwe.
 - Miłość wszystko przetrwa i szkoda gadania, że lepiej i bezpieczniej jeśli się rozstaniecie bo nigdy nie wiadomo ile człowiekowi jest pisane. Gdym wiedziała, co mnie spotka… pewnie bym uciekła ze strachu i przerażenia. Ale walczyłam, bo kiedy kochasz jesteś zdolna do takich wyrzeczeń i do zrobienia takich rzeczy, do których byś normalnie nie była. Przestajesz myśleć o sobie – tłumaczyła pewnym, ciepłym tonem. Z jej słów biło doświadczenie – Po tym, co przeszliśmy wiem, że nic już nie jest w sranie nas rozdzielić – zapewniła uśmiechając się.
 - Chciałabym mieć taka pewność i wiarę, że dobrze postępuję – przyznała Ziva.
 - Od przeznaczenia nigdy nie uciekniesz, ale to od ciebie zależy jak przyjmiesz to, co los i niebiosa, jeśli wierzysz, na ciebie zsyłają. Nam bardzo wiele pomogła właśnie wiara – wyjaśniła Susan – Może i na razie nie możemy mieć dzieci, ale wierzymy, ze któregoś pięknego dnia dane nam będzie bycie rodzicami.
 - To jeszcze gorsze niż praca w jednostkach specjalnych – zauważyła Ziva, uśmiechając się.
 - Oj, tak – zaśmiała się Susan – Zgadzam się w pełni. Jak sie poznaliście?
 - Oh… - Ziva uśmiechnęła się na wspomnienie – Długa historia – machnęła ręką, ale kontynuowała – Wcześniej pracowałam dla Mossadu. Do stanów przyjechałam z powodu brata przyrodniego, który… który nie miał czystych zamiarów, co do zespołu agentów, z którymi obecnie pracuję. Tony miał mnie obserwować, ale kiepsko mu to wychodziło – powiedziała kpiąco. Do tej pory wypominała Tony’emu, że jest kiepski w śledzeniu pięknych, niebezpiecznych kobiet.
 - Od razu zaiskrzyło? – dopytywała Susan.
 - Oj, nie – Ziva pokręciła głową i położyła dłoń na brzuchu, bo akurat maluszek zaczął się wiercić. Najwyraźniej spodobało mu się, że mówi o tacie – Docinaliśmy sobie przez dłuższy okres. Potem zaprzyjaźniliśmy się. Tony dał kilkakrotnie dowiódł tego, że mu zależy na mnie i że jest w stanie zrobić wiele dla mnie, chociaż ja wtedy tego tak nie odbierałam. Wiele trudnych sytuacji zbliżyło nas do siebie. Ale tak naprawdę to dopiero Sh… Ianto, nasz kolega z innego zespołu pchnął nas w swoje objęcia. Tony został ranny ochraniając mnie i… dotarło do mnie, że dość oszukiwania siebie – opowiadała – A jak było między wami?
 - Oh… - zaśmiała się Susan – Miłość uczelniana. Poznaliśmy się na Oxfordzie. Na początku wydawał mi się zdystansowany. Wiesz… miły, sympatyczny ale trzymający się na uboczu jeśli chodziło o dziewczyny. Przedkładał naukę nad romansowaniem. Ja też nie należała łam do tych, które co chwila mają partnera. Kolegowaliśmy się, ukrywając przed sobą nawzajem uczucia, aż do konferencji w Jerozolimie, a raczej tego co nastąpiło później. To nas pchnęło byśmy otwarcie wyznali sobie uczucia. Uświadomiło, że nie możemy żyć bez siebie. Kiedy w końcu wszystko w miarę się unormowało, przechodziliśmy podobnie jak ty, przez takie same dylematy. Wiesz, jestem angielką a Nate ma dwa obywatelstwa. Więc musieliśmy zdecydować się na kraj zamieszkania, a że mąż miał obowiązki wobec rządu… niektóre rzeczy były nam odgórnie narzucone – westchnęła. Poprawiła włosy i spojrzała na brzuch Zivy – Chcecie poznać płeć dziecka?
 - Tak chyba byłoby lepiej przygotować nam się – odparła Ziva, po chwili namysłu.
 - Kłótnie są dobre – powiedziała nagle Susan – kiedy się kłócisz to znaczy, że kogoś kochasz. Zależy ci na tej osobie i oczyszczacie przy tym atmosferę. Błędem jest tajenie pewnych spraw. Mogą się one odwrócić przeciwko wam i tylko zaszkodzić. A najgorzej jeśli ktoś ‘życzliwy’ doniesie – poradziła Susan.
 - Jak długo jesteście małżeństwem? – zapytała Ziva. Była ciekawa jak to przebiegło, jak była Susan ubrana.
 - Dwa lata – odparła kobieta dumnie i wyciągnęła komórkę. Po chwili pokazała Zivie zdjęcie. David wzięła komórkę i spojrzała na parę młodych z ukłuciem zazdrości. Wyglądali przepięknie. Na ich twarzach malowała się czysta radość. Biła od nich miłość. Ziva zazdrościła Susan tego z jakim uczuciem na tym zdjęciu jej mąż na nią patrzył. Ich miłość musiała naprawdę przejść wiele by zaowocować czymś tak niespotykanym. Przypatrując się młodemu mężczyźnie zdała sobie sprawę, że jest przystojny, lecz skromny. Biła od niego radość z życia, takie ciepło, energia, które przyciągały do siebie innych.
 - To prawdziwy urwis – zaśmiała się Susan.
 - Ciągnie nas do takich. Tony jest jak duże dziecko – zgodziła się Ziva, oddając Susan jej telefon.
W tym momencie drzwi otworzyły się i wyszła z gabinetu kobieta w zbliżonym do Zivy wieku. Susan wyciągnęła z torebki wizytówkę i podała David.
 - Gdybyś potrzebowała porozmawiać i ponarzekać, jestem do usług – uśmiechnęła się ciepło – Daj znać czy chłopiec czy dziewczynka i pamiętaj nimi trzeba umiejętnie pokierować – z tymi słowami pożegnała się.
 - Dzięki i powodzenia – uśmiechnęła się Ziva, do której dotarło właśnie, że już nie jest zła na Tony’ego. Teraz natomiast zastanawiała się skąd kojarzy męża Susan, bo wydał jej się jakoś dziwnie znajomy.
 - Pani David – zawołał lekarz, pojawiając się w drzwiach gabinetu. Wchodząc do pomieszczenia Ziva uzmysłowiła sobie, gdzie widziała męża Susan.                  

Robaczkosy

 Witajcie kochani po długiej przerwie :) Nie mam pojęcia czy ktoś z Was jeszcze tu zagląda tak z przyzwyczajenia lub zwykłej ciekawości lub ...